szlak podróży Stasia i Nel
Won't fall deep in love
szlak turystyczny ze Szczyrku do Lipowej
Szlak Ustrzyki Dolne Gromadzyń
Szlak bursztynowy Mapa Starożytność
Szlak Orlich Gniazd schroniska
Szlak rowerowy Kraków - Wiedeń
szlak turystyczny na Wyspie Sobieszewskiej
Szlak Orlich Gniazd
szlak przez ceprostradę
Szlak Liwiej Łuży
Szlak Jana Pawła II
  aaaaWon't fall deep in loveaaaa

1.Staś i Nel w Port Saidzie.
2.Podróż z ojcami do Medinet.
3.Boże Narodzenie-Nel dostaje od pana Tarkowskiego olbrzymiego psa-Sabę.
4.Ojcowie wyjezdżają na inspekcję budowy Kanału Sueskiego.
5.Trudna podróż przez Pustynię Libijską:
a)burza piaskowa,
b)uciązliwy klimat, fatamorgana i"śpiewajace pisaki";
c)strach i niepewmość dzieci.
7.Bohatersto Stasia
a)opieka nad Nel,
b)plan ucieczki udarmniony przez Sabę.
8.Wiadomości o zdobyciu Chartumu przez powstańców Mahidiego.
9.W Omdurmanie:
a)na placu modlitwy,
b)audiencja, Staś odważnie broni swojej wiary.
10.Droga do Faszody.
11.Dalsze poszukiwanie Smaina.
12.Staś zabija lwa i Beduinów-dzieci odzyskują wolność.
13.Przez dżunglę.
14.Nocna przygoda z lwami.
15.Dalej w drogę!
16.Spotkanie z uwięzionym w wąwozie słoniem.
17.Mieszkanie w baobabie o nazwie "Kraków".
18.Oswojenie Kinga.
19.Największe z niebezpieczeństw-febra.
20.Staś wyrusza do obozu Lindego.
a)poznanie historii podróżnika,
b)chrzest Murzynów chorych na śpiączke.
21.Uwolnienie Kinga.
22.W murzyńskiej wiosce.
23.W kraju Wa-hima.
24.Dzieci wyruszają dalej.
25.Widmo śmierci.
26.Nareszcie nadchodzi pomoc.
27.Spotkanie z ojcami w Mombasie.
28.Dziesięć lat później:
a)małżeństwo Stasia i Nel,
b)podróż dawnymi szlakami,
c)dom w Polsce.
z www.sciaga.biz

( poproszę o klik na "pomógł" )

Panie Jezu kochany... Dziękuję za ostatnie trzy dni... na samym początku za to, że mogę Ci podziękować, że spokojnie i bezpiecznie pozwoliłeś nam dojechać do Wrocławia i z niego wrócić... za gościnę u ks. Stasia ... za wizytę u Olki a później w Ogrodzie Japońskim i ZOO ... za wieczorny spacer na Jedności Narodowej i za to, że się wracając nie pogubiliśmy ... za dzisiejszą Eucharystię... za podróż szlakiem krasnali, choć nie wszystkie było nam dane zobaczyć (z różnych przyczyn )... dziękuję za wczorajsze wieczorne śpiewogranie na Twoją chwałę ... dziękuję najbardziej za Osobę, bez której ten weekend nie byłby taki wyjątkowy... dziękuję za gwiasdkę ... i dziękuję za Krzyżyk, który przypominał nam że Ty ciągle czuwasz nad nami


DZIĘKUJĘ Ci Panie

Witam serdecznie,
Od dłuższego czasu odwiedzam Wasze forum, przeczytałem praktycznie wszystkie tematy. Relacje z Waszych podróży bliższych i dalszych, zdjęcia i co najważniejsze Wasze pojazdy (kampery itp). Dodatkowo żeby zaspokoić głód posiłkuje się magazynem "Polski Caravaning" który czytam namiętnie.
Styl życia który wybraliście i pasje Waszą podziwiam i z każdym dniem zarażam się, ja chce być chory i pozytywnie zakręcony na Waszą chorobę.
Niestety w najbliższym czasie nie zrealizuje swojego marzenia, własnego kampera. Jestem młodym człowiekiem i wiem ze kiedyś spełni się to.
Być może skusze się mimo dużego wydatku zasmakować i wynająć na kilka dni kampera i poczuć ten styl życia. No i odkładać fundusze na swoje marzenie.
Ale na razie pozwolę sobie dołączyć do Was, poczytać, zapoznać się i przygotować się do ewentualnego zakupu kamperka.
Pozdrawiam
Maciej

w uzupełnieniu:
Maciej, żona Anna, syn Staś 10 m-cy, postaram sie wkleic zdjecie rodzinki. Podrózowanie jest jedna z moich marzen i chciałbym zeby była pasją. Interesuja sie modelarstwem w temacie okretów z okresu II WŚ, a dokładnie okrety podwodne U-bootwaffen. Jako pierwsza podróz po europie chciałbym zaliczyc szlak szarych wilków, bazy u-bootów.

Sędzia Kmita klasnął donośnie w dłonie i drzwi izby rozwarły się natychmiast przepuszczając do środka Mikołaja. Krzysztof i Radosław wymienili porozumiewawcze spojrzenia, albowiem w tej krótkiej chwili, kiedy drzwi były otwarte, obaj herbowi spostrzegli w sieni nieruchome sylwetki kilku pachołków. Tak, stary sędzia mógł być schorowany i zaślepiony bezrozumnym gniewem, ale wciąż potrafił zadbać o swe bezpieczeństwo.

- Mikołaju, idź czym prędzej do ciemnicy i przyprowadź do nas tych psubratów, co tam siedzą – polecił bez zbędnych ceregieli gospodarz. Hajduk skłonił się bez słowa, odwrócił w miejscu posyłając gościom chmurne spojrzenie, wyszedł ponownie z izby.

Nie trwało długo, aż żywieccy posłańcy usłyszeli gniewne pohukiwania i tupot stóp. Pan Krzysztof przerwał grzecznościową relację z przebiegu dotychczasowej podróży do Żiliny, dotarłszy akuratnie do celnej uwagi na temat pobłażliwej wobec Turków polityki Siedmiogrodu. Drzwi izby otworzyły się ponownie z donośnym trzaskiem i do środka pomieszczenia wprowadzeni zostali czterej mężczyźni o żałosnej aparycji, bosi, w brudnych plebejskich strojach i źdźbłach słomy we włosach, wyraźnie zalęknieni. Nie bacząc wcale na gości gospodarza i krępujące im ręce rzemienie wszyscy padli zgodnie na kolana, momentalnie podnosząc żałosne błagania o łaskę i miłosierdzie.

- Milczeć, tchórzliwe psy! – Kmita walnął pięścią w stół i czterej ocaleli z napadu hajducy natychmiast struchleli. Pan Radosław pokiwał głową widząc tak jawny przykład żelaznej dyscypliny, owinął wąsa wokół palca przyglądając się uważnie więźniom.

- Podziękujcie tym waszmościom, żeście na chwilę z ciemnicy wyciągnięci, albowiem chcą od was usłyszeć wszystko o zasadzce – oznajmił gniewnie sędzia Kmita, na przemian zaciskając dłonie w pięści i rozprostowując ponownie z trzaskiem palce – Gadajcie wszystko jak na spowiedzi, a nie próbujcie łgać, bo bizunem zaraz wszystkim wsypię.

- Wszystko wyznamy, miłościwy panie! – jęknął jeden z hajduków, pozostali zaś zaczęli kiwać gorliwie głowami – Jak na spowiedzi, tylko pomiłujcie nas nieszczęsnych!

- No to mówcie – Bronisz uderzył w blat stołu swym naczyniem, z miejsca przyciągając uwagę czterech więźniów – Jak to było z tym napadem, po kolei, od początku.

Pachołkowie spozierali przez chwilę na siebie wzajemnie nie wiedząc widać, który głos winien zabrać, pomruczeli między sobą, w końcu zaś odezwał się ten sam z nich, który chwilę wcześniej o miłosierdzie prosił.

- Wszytko szlachetnym waćpanom opowiem, jak naprawdę było – zaczął szybko wyrzucając z siebie słowa, bojąc się być może, że zwłoka w składaniu wyjaśnień zaowocuje takim samym bizunem jak kłamstwa – Wyjechali my z Hańczówki zara po śniadaniu, we dwunastu chłopa i panicz Staś. Za Małą Pacułą skręcili my na Puchacza, coby stamtąd przełęczami na Górne Węgry się przedostać. I jak my już zachodnią stronę Puchacza objeżdżali, to się na szlaku pokazały zwalone drzewa, w poprzek drogi zrąbane. Zara mnie co złego tknęło, klnę się na Ponbóczka, bo to dzikie miejsce było, z obu stron drzewa i chaszcze aż pod drogę i stromo też. Na koniach my jechali w tyle, we czterech jako Jóźwa nakazał...

- Jóźwa? – Radosław przerwał hajdukowi opowieść, spojrzał pytająco na sędziego.

- Józef Osica, jeden z moich parobków – odpowiedział Kmita – Na czas podróży komendę mu oddałem nad wszystkimi.

- Toć jako rzekłem – podjął temat hajduk widząc, że Bronisz spogląda znów w jego stronę – Wielce mi się zdało podejrzane, że tam taka zapora na drodze leżała i żem konia spiął, coby do Jóźwy podjechać i wtedy z krzaków poszła pierwsza salwa. Konie nam się wystraszyły i zaczęły na boki skakać, ale w siodle stanął na czas, by ujrzeć jak Jóźwa, Barciak i dwaj wozaki z powozu na ziemię spadają, ani chybi kulami rażeni. Wrzask się podniósł straszny, bo jeszcze chmury prochu nie opadły, a już z krzaków wypadli zbójnicy, a było ich ze cztery tuziny, klnę się na Ponbóczka! Pistole mieli w rękach, a czekany, a tłukli nimi bez litości! Czesio i Hraca im stawać próbowali, ale gdzie tam, zara ich z koni pościągali, zasiekli na śmierć, panie! Jam tylko widział jak uczony pan Apfelbaum z powozu wyskakuje i zaczyna im tam w swej bawarskiej mowie coś wykrzykiwać, ale niczego z tegom nie zrozumiał, bom w cudzoziemskich mowach niemota. A jeden z tych zbójów prask Bawara w głowę czekanem, całkiem mu go w czerep wraził, na miejscu ubił nieszczęśnika. Szabel my dobyli, bośmy dzielni ludzie, nie tak jak pan sędzia nas niesłusznie podejrzewa, też żeśmy walczyć chcieli, ale tamci z pistolów wypalili, pode mną i Jarząbkiem konie ubili, mało co my w jar nie spadli, iście nas Ponbóczek ocalił! Antoś i Janek na swoje konie nas wzięli, a żwawo żeśmy zawrócili, coby pomoc wezwać, a pana Kmitę ostrzec, bo inaczej toby my tam wszyscy życie oddali nadaremno!

- Nadaremno?! – huknął ponownie sędzia, podnosząc się ze swego krzesła i czerwieniejąc na twarzy – Taki wasz, tchórze, zasrany obowiązek był, niecnoty, hultaje! Choćby do ostatniego się bić, mego syna ratować!

- Nie unoście się tak gniewem, waćpanie – powiedział pojednawczo Krzysztof Zieliński – Toć od razu widać, że to waszemu zdrowiu nie służy, a co się stało, to się już nie odstanie. Raczcie siąść i odetchnąć, a nam pozwólcie inwestygować, co i jak.

- A inwestygujcie wedle woli swojej – machnął ręką sędzia dolewając sobie do kubka węgrzyna – Jam już się dowiedział od tych psubratów, co żem chciał. Zbójnicy to byli, banda Komody jako żywo, bo tutaj nikt inny się na gościńcach nie zasadza.